Dołącz do czytelników
Brak wyników

Handout

14 lutego 2019

NR 9 (Luty 2019)

Uwaga! Wyzwanie! Uczę języka angielskiego obcokrajowca!

0 129

Nie jest żadnym novum stwierdzenie, że życie nauczyciela bez wyzwań nie istnieje. Każdego dnia rzeczywistość szkolna stawia je przed nami i nigdy nie ma ich dość. Uporamy się z jednym i zaraz pojawia się kolejne. Tempo, w jakim żyjemy, sprawia, że wyzwania pojawiają się niczym grzyby po deszczu i tylko od nas zależy, czy potraktujemy je jako problem czy wręcz przeciwnie – jako zadanie.

Dzisiejszy świat daje nam wiele możliwości. Możemy uczyć się i pracować za granicą lub zamieszkać tam na stałe. Na ulicach słyszymy gros różnych języków. Na kioskowych półkach polskie gazety i czasopisma stoją ramię w ramię z anglojęzycznymi czy niemieckojęzycznymi. Nikogo dzisiaj nie dziwi obecność osób innych narodowości w przedszkolu, szkole czy pracy.

No właśnie. I tutaj pojawia się pytanie: Czy nauczyciel w polskiej szkole traktuje lekcję z uczniem obcokrajowcem jako problem, czy jako wyzwanie? Chciałabym podzielić się z Wami moimi spostrzeżeniami oraz doświadczeniami z pracy z uczniem obcokrajowcem – wcale nie tylko od strony dydaktycznej i typowo językowej. Podpowiem Wam, jak współpracować z uczniem, który niewątpliwie jest dla nauczyciela nie lada wyzwaniem, i na co zwrócić szczególną uwagę, aby owa współpraca zaowocowała przede wszystkim nawiązaniem relacji opartej na zaufaniu i bezpieczeństwie, a nie tylko wynikami dydaktycznymi.

W szkole podstawowej, w której pracuję, uczy się kilkoro uczniów obcokrajowców – dzieci, które urodziły i wychowywały się poza Polską oraz których rodzice nie są Polakami i do czasu przeprowadzki nie mieli z naszym krajem nic wspólnego, a także dzieci, które urodziły i wychowały się poza Polską, ale których rodzice są Polakami, urodzili się w Polsce, wyjechali za granicę z różnych względów – najczęściej zawodowych i zdecydowali się wrócić do ojczystego kraju z całą swoją rodziną. Pewne jest to, że zmiana środowiska była zarówno dla dzieci, jak i rodziców trudną sytuacją, a w wielu przypadkach jest nią nadal. Nie tak łatwo przekreślić tyle lat spędzonych w innym kraju i wyrzucić z głowy wiele wspomnień i codziennych rytuałów, i z marszu wejść w nową rzeczywistość językową oraz szkolną. Szkoła jako istotny element codzienności ma szansę nieco złagodzić ów stres, jednak nie jest to możliwe całkowicie.

Pragnę przedstawić Wam historie trójki moich uczniów, którzy doświadczyli stresu zmiany kulturowej i środowiskowej. Rola nauczyciela tych uczniów była dla mnie wyzwaniem. Z oczywistych względów nie będę posługiwała się imionami dzieci, a zamiast nich użyję wytłuszczonych, pierwszych liter ich imion.

Historia M.

Kiedy dowiedziałam się, że będę uczyć dziewczynkę z Syrii, która nie zna języka polskiego, miałam mieszane uczucia. Z jednej strony cieszyłam się, że możemy pomóc dziecku, które uciekło z kraju ogarniętego wojną w zdobywaniu wykształcenia, ale z drugiej strony towarzyszyły mi obawy i niepokój, jak ja i M. damy sobie radę w takiej zwykłej, codziennej komunikacji. Nikt z nas nie wiedział, w jakim stopniu M. opanowała język angielski i czy w związku z tym będę mogła się z nią swobodnie komunikować podczas lekcji.

Nie miałam szansy porozmawiać ze swoją nową uczennicą wcześniej, gdyż jednego dnia dowiedziałam się, że będzie w szkole, a następnego miała być już na mojej lekcji. Przygotowałam sobie kilka podstawowych zwrotów w języku arabskim. Zależało mi, aby M. dostrzegła moje zaangażowanie i żeby zwyczajnie nie czuła się aż tak wyalienowana. Okazało się, że dziewczynka uczyła się w poprzedniej szkole języka angielskiego i chociaż jej poziom nie był oszałamiający, to udawało nam się porozumieć bez większych problemów. Ubolewam nad tym, iż możliwości językowe M. w zakresie języka angielskiego nie pozwoliły na to, aby opowiedziała nam co nieco o kulturze, z której pochodzi i o swoich korzeniach.    

Moim głównym zadaniem i wyzwaniem okazało się więc zapewnienie M. bezpieczeństwa i wsparcia emocjonalnego, a nie wdrażanie planu wspomagającego M. w jej nauce języka angielskiego. Ku mojemu zdziwieniu dziewczynka bardzo szybko opanowała podstawy języka polskiego, a obecnie posługuje się polskim na tyle dobrze, że często poprawia błędy w pisowni swoich polskich rówieśników. M. nie chce dłużej posługiwać się językiem angielskim poza salą lekcyjną, tylko zwraca się do nauczycieli w języku polskim i prosi, żeby poza lekcją języka angielskiego również rozmawiać z nią po polsku.

Historia J.

Rodzice mojej kolejnej uczennicy są Polakami, ale ona urodziła się i wychowała w Niemczech. Tam też chodziła do przedszkola i szkoły, a do nas trafiła w wieku 12 lat. Z racji obcowania z językiem angielskim na co dzień w domu rodzinnym dziewczynka mówi po polsku bardzo dobrze, z lekko wyczuwalnym akcentem. Również jej poziom języka angielskiego jest bardzo wysoki. Wyzwaniem okazało się... podawanie polskich odpowiedników angielskich wyrazów. :)
Zazwyczaj proszę dzieci, żeby nie tłumaczyły mi wyrazów czy zwrotów na język polski, tylko podawały definicję lub synonimy, ale sami dobrze wiecie, że chociaż jest to szczyt nauczycielskich marzeń, to nie zawsze jest to możliwe. I tak oto tłumacząc z języka polskiego na język angielski słowo „ambasada”, okazało się, że J. nie wie, co oznacza to słowo w języku polskim. Dopiero, gdy dzieci odnalazły w słowniku jego angielski odpowiednik, J. zrozumiała, o jakie słowo chodziło. Okazuje się, że wyzwaniem podczas lekcji języka obcego wcale nie musi być rzeczony język obcy, ale język polski. J. szczegółowo i wyczerpująco opowiedziała nam o...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Horyzonty Anglistyki"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy