Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wywiad

24 października 2018

NR 7 (Październik 2018)

Rozmowa z prof. Hanną Komorowską na temat nauczania, kształcenia nauczycieli oraz sposobów na szukanie motywacji

0 217

Dydaktyka daje mi możliwość wchodzenia w obszary psychologii, w tym psychologii społecznej i socjologii.

W jakim momencie zdecydowała Pani, że będzie zajmowała się edukacją? Czy był jakiś konkretny powód czy wydarzenie, po którym zapadła decyzja o wyborze drogi zawodowej?
Wszystko zaczęło się od studiów – około czwartego roku byłam świadoma, że czytając chętnie literaturę, nie widzę możliwości zajmowania się nią naukowo. Wobec tego swoją uwagę skierowałam na językoznawstwo. Jednak po jakimś czasie i ta dziedzina okazała się niewystarczająca, aby zajmować się nią wyłącznie. W tamtym czasie funkcjonowały nakazy pracy, co wiązało się z tym, że po ukończeniu studiów mogłam zostać skierowana do pracy w szkole. Ta perspektywa mnie nie odstraszała, obawiałam się jednak, że mogłaby być to szkoła oddalona od Warszawy, w jakiejś małej wsi, czego na tamtym etapie mojego życia nie planowałam. Moje obawy zbiegły się z pojawieniem się możliwości zostania asystentem w pracowni języków obcych Instytutu Pedagogiki. Profesor Okoń, który był profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, jednocześnie kierował tym instytutem i dał mi szansę na to stanowisko. Był to mój piąty rok studiów, a więc podjęcie takiego zatrudnienia wiązało się dla mnie z dość sporym poświęceniem czasowym, przy jednoczesnym kończeniu pracy magisterskiej. Tym bardziej że profesor Okoń narzucił mi spore tempo pracy, prosząc o podanie tytułu pracy doktorskiej. Od tego momentu mogę powiedzieć, że wszystko się zaczęło i dzięki tym wydarzeniom jestem tu, gdzie jestem.

Czy z perspektywy czasu uważa Pani, że dokonany wybór był słusz­ny?
Uważam, że stało się wręcz świetnie, ponieważ nie nadaję się do bycia naukowcem w jednym, wąskim temacie. Muszę mieć bardzo szerokie pole widzenia, kosztem nawet tego, że być może nie uda mi się nigdy zgłębić jednego, wybranego zagadnienia. Jednak ta różnorodność jest dla mnie bardzo istotna. Dydaktyka daje mi możliwość wchodzenia w obszary psychologii, w tym psychologii społecznej i socjologii. Dzięki temu mam okazję obserwowania interakcji edukacyjnych w każdym wymiarze – pomiędzy uczniami czy też na linii uczeń – nauczyciel, lub między samymi nauczycielami, aż na oddziaływaniach nauczyciel – rodzic kończąc. Ponadto w ramach mojej pracy dochodzą gałęzie o podłożu historycznym, ale także futurystycznym, chociażby w zakresie rozwoju języków, szans na ich przetrwanie, kierunki ewoluowania. Zgłębianie kultury materialnej zaprowadziło mnie z kolei do antropologii czy też kwestii dotyczących komunikacji w przestrzeni publicznej. To wszystko daje mi pewność, że nie zamykam się w jednym małym obszarze, ale cały czas mam możliwość zagłębiania się w przeróżne, ciekawe dla mnie zagadnienia. Absolutnie nie potrafiłabym latami zajmować się jedną wąską dziedziną, to nie leży w moim charakterze! Wracając do odpowiedzi na pytanie – cieszę się, że robię to, co robię i przez tyle lat mam możliwość rozwijania się w ramach tak wielu zagadnień.

Czyli robi Pani to, co lubi, a to bardzo ważne. Ma Pani również okazję pracować ze studentami. Jacy oni są? Jak się zmienili na przestrzeni lat? Czego oczekują? 
Zanim przejdziemy do studentów, chciałabym poruszyć jedną, istotną dla mnie kwestię. Zarówno nauczyciele, jak i studenci są bardzo różni. Ta różnorodność istnieje w każdym zawodzie, a zawód nauczyciela z pewnością nie jest wyjątkiem. Są wśród nich naprawdę wspaniali pedagodzy, jak również ci mniej doskonali. Podobnie jest ze studentami. Chciałabym zaznaczyć, że ogólnoeuropejska tendencja wśród absolwentów pedagogiki jest taka, że znaczna część z nich w momencie ukończenia studiów nie zamierza wykonywać zawodu nauczyciela. Tymczasem po około 8 latach pewna grupa zmienia jednak zdanie. Wynika to z wielu powodów, jednak w dużej mierze absolwenci zaczynają doceniać korzyści, jakie wiążą się z wykonywaniem tego zawodu. Zwłaszcza w porównaniu z tym, czym zajmowali się po studiach. Pomimo ogromnego obciążenia i mnogości zadań, jakie mają nauczyciele, należy jednak brać pod uwagę wymiar godzin, jakie spędzają w szkole, a także ferie czy wakacje. Są to niewątpliwe atuty. Dla niektórych okazuje się to po prostu kuszące w porównaniu do pracy w innych zawodach. Należy więc podkreślić, że część absolwentów zmienia zdanie o pozostaniu nauczycielem dopiero po upływie jakiegoś czasu. Oczywiście jest też druga grupa, która od początku planuje swoją nauczycielską ścieżkę kariery, często pracuje już po licencjacie, a tytuł magistra robi świadomie, aby móc pracować w liceum. Ta grupa ma zupełnie inne podejście zarówno do samego studiowania, jak i do tego, czego chcą się podczas tych studiów nauczyć. 
Jeśli natomiast chodzi o różnice między studentami na przestrzeni lat, to musimy cofnąć się nieco w czasie, do roku mniej więcej 1990, kiedy nie powstawały jeszcze szkoły prywatne, a anglistyka była niezwykle elitarnym kierunkiem. W ogóle niewielki procent maturzystów w tamtym czasie szedł na studia. Nie były tak popularne jak teraz. Dodatkowo, niewielu studentów miało w szkole średniej język angielski, a zatem niewielu w ogóle mogło startować na anglistykę. Dostawali się też wyłącznie najlepsi. Pracowało się zatem z niezwykle ambitnymi absolwentami liceów, znającymi język angielski na bardzo wysokim poziomie. Natomiast w tej chwili jest inaczej z samego faktu, że o wielu więcej absolwentów szkół średnich idzie w ogóle na studia, a anglistykę można też studiować na wielu różnych uczelniach. Zatem sytuacja się zmieniła. Chciałabym jednak podkreślić, że najlepsi nadal są najlepsi, tylko liczba studentów, z którymi konkurują, jest zupełnie innej wielkości. Obecnie różnica między najlepszym a najsłabszym w danym roczniku jest kolosalna. Wpływa to też niewątpliwie na pracę ze studentami, która według mnie jest teraz większym wyzwaniem. 

Czy uważa Pani, że nauczyciele w Polsce po studiach pedagogicznych są przygotowani do pracy w szkole?
Po pierwsze, został wprowadzony bardzo skomplikowany system, zgodnie z którym student już po ukończeniu studiów licencjackich musi nabyć odpowiednie uprawnienia. W moim odczuciu 3 lata studiów licencjackich to zbyt mało, żeby wykształcić filologa, a co dopiero włączyć w to 270 godzin przedmiotów kierunkowych i 150 godzin praktyk. Tego rodzaju pomysł musi powodować obniżenie umiejętności merytorycznych. W związku z tym bardzo trudno przygotować studentów właściwie w tym systemie nauczania. Kolejna rzecz to konieczność uwzględniania w ramach studiów zainteresowań studentów tak, żeby dany kierunek był atrakcyjny i przyciągał chętnych. Obecnie absolwenci nauczają prywatnie na wielu poziomach zaawansowania oraz w różnych grupach wiekowych. Wobec tego nie da się ukryć, że nie jest im na rękę to, że studia licencjackie przygotowują ich wyłącznie do nauczania w szkole podstawowej. W związku z tym obecny program studiów musi zawierać również takie treści, które rozszerzą ich wiedzę w ten sposób, aby nadawała się do wykorzystania w nauczaniu na różnych szczeblach. Przygotowanie studenta do wykonywania swojego zawodu jest obecnie bardzo trudne, co wynika chociażby z tych...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Horyzonty Anglistyki"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy