Dołącz do czytelników
Brak wyników

Five o'clock

19 lutego 2020

NR 15 (Luty 2020)

Kiedy paradoks tak naprawdę nie jest paradoksem…

60

Drogi Czytelniku, dzisiaj będzie odrobinę kontrowersyjnie. Chciałabym opisać Ci metodę, którą czasem stosuję na swoich zajęciach, a która zazwyczaj mocno dziwi, kiedy o niej opowiadam. Pierwszą reakcją zwykle jest: „Ale dlaczego?”, „W jakim celu?”. Odpowiadam wtedy: „By nauka przebiegała jak najbardziej naturalnie, ba! By używać słów, co do których jesteśmy przekonani, że są w danej sytuacji potrzebne”. O co tu chodzi? O wykorzystanie języka ojczystego (L1) na zajęciach. Nie mam jednak na myśli tłumaczenia czy instrukcji, a czytanie tekstów w języku polskim. Tak, Ty też pewnie się teraz dziwisz, ale pozwól, że w tym artykule wyjaśnię, o co mi chodzi.

Pomyślmy o naszych słuchaczach. Jak wygląda ich typowy dzień w Polsce? Mój statystyczny kursant wstaje rano, oporządza siebie (i często swoje dzieci), dojeżdża do pracy, spędza w niej osiem lub więcej godzin, wraca do domu, bawi się z dziećmi, poczyta gazetę lub książkę, obejrzy telewizję. W ciągu dnia posłucha radia lub przejrzy portal plotkarski i przeczyta kilka nagłówków. Mój słuchacz często pracuje z osobami wielu różnych narodowości, przy czym czasem dzieje się to w biurze, czasem przez telefon lub e-maila. Angielskiego uczy się w pracy (lub poza nią) dodatkowo, ma raczej mało czasu na przyjemności we włas­nym języku, a co dopiero w języku obcym. Brzmi znajomo?

Często zatem proszenie grupy kursantów o przeczytanie w domu nawet krótkiego artykułu w języku obcym nie kończy się sukcesem, a czytanie w trakcie zajęć wiele osób uważa za stratę czasu. Jednak jeśli się uda, to przynosi różne mniej lub bardziej wymierne korzyści. Dlaczego uważam, że zadawanie pracy domowej z polskiego tekstu może przynieść korzyści? Opowiem Ci pewną historię…

Dla własnej przyjemności czytam czasem „Focusa” – znane popularno-naukowe czasopismo. Pamiętam, kiedy pewnego razu przeczytałam bardzo interesujący artykuł na temat wartości Minecrafta w życiu i rozwoju najmłodszych. Pamiętam, że byłam pod niesamowitym wrażeniem, ponieważ nie miałam pojęcia, że można tyle dobrego powiedzieć o tej pozornie niezaawansowanej grze. W artykule napisane było, jak bardzo dziecko może rozwijać wyobraźnię, tworząc swój świat – jak uczy się podstaw architektury, inżynierii, matematyki, a nawet fizyki, by wybudować w nim, cokolwiek zechce. Najbardziej utkwiło mi w pamięci stwierdzenie, że jest to współczesne Lego, które jest na komputerze i może sprawiać wrażenie bezwartościowej gry, ale jest czymś o wiele, wiele bardziej istotnym. Artykuł „niestety” był w języku polskim – pomyślałam więc, że nie będzie mi dane wykorzystać go na zajęciach. A może jednak? Jakieś dwa tygodnie później w trakcie wieczornych zajęć zaczęliśmy rozmawiać o uzależnieniach od gier komputerowych. Jedna z kursantek powiedziała, że martwi się o swojego syna i jego upodobanie do gry w Minecraft. Wkroczyłam do akcji. Zasugerowałam grupie mały test – mieli zostać moimi królikami doświadczalnymi. Skoro i tak zaczęliśmy rozmawiać na temat gier i Minecrafta, może byliby zainteresowani przeczytaniem POLSKIEGO artykułu przed kolejnymi zajęciami i porozmawianiem o nim po angielsku. Bardzo chętnie się zgodzili. Przeskanowałam zatem artykuł i wysłałam im. W kolejnym tygodniu wszyscy go przeczytali (byłam pod wrażeniem), zobaczyłam też rozmaite notatki w zeszytach. I tu pojawiło się olśnienie – skoro czytali artykuł po polsku, nie mieli gotowych zdań czy struktur w języku angielskim, które mogliby skopiować w swojej ustnej wypowiedzi. Zatem, by przygotować się do dyskusji, musieli przetłumaczyć pewne słowa. Mama, która martwiła się o swojego potomka, podeszła do mnie i podziękowała – zmieniła zdanie na temat gry. Wszyscy porozmawialiśmy na temat artykułu i o tym, jak bardzo nas zaskoczył. A wiesz, na jakim poziomie była ta grupa? To był poziom A2! 

Kursanci mieli małe wyzwanie – przeczytali artykuł, z którego zrozumieli 100%. Teraz musieli w jakiś sposób streścić go w języku obcym, odnieść się do poszczególnych fragmentów, skomentować swoje odczucia z nim związane. Słowa „wznosić”, „rozwijać”, „angażować”, „zachęcać”, które pojawiały się w czytance kilka razy, były mocno wyeksponowane w wypowiedziach uczestników grupy oraz zapisane w zeszytach. Co się okazało? Słuchacze nie znali tych słów aktywnie – musieli je sprawdzić, powiedzieć sobie „faktycznie, znam to słowo” i zapisać je. Skoro musieli te słowa sprawdzić, to tak naprawdę ich nie znali. Skoro ich nie znali, nie byliby w stanie swobodnie użyć ich do opisania treści artykułu. Jednym słowem, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że gdyby przeczytali podobny tekst od razu w języku angielskim stwierdziliby, że te słowa znają i nie muszą ich zapamiętywać.
 

Między innymi dlatego uważam, że czytanie tekstów w języku ojczystym może być pomocne w uczeniu się języka obcego. PARADOKS – właśnie nie! 

  1. Dzięki takiemu zabiegowi uczeń zwraca uwagę na kluczowe słowa i zdania, a także wydźwięk artykułu – nie tłumaczy zdania pod zdaniu, bo nie ma to najmniejszego sensu. Czyta akapit i próbuje go streścić własnymi słowami w języku obcym. By streścić artykuł, musi skoncentrować się na najważniejszych słowach i wyrażeniach. Sprawdzi zatem słowa, na których mu zależy, które jemu/jej w danym momencie są potrzebne do opisania artykułu. Czy nie łatwiej nauczyć się słowa „łyżeczka”, stojąc w kuchni i prosząc o nią, by posłodzić sobie herbatę? Kiedy dane wyrażenie jest nam potrzebne do komunikacji tu i teraz, dużo łatwiej...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Horyzonty Anglistyki"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy