Dołącz do czytelników
Brak wyników

Five o'clock

21 sierpnia 2018

NR 6 (Sierpień 2018)

O słabościach ludzkiej pamięci

0 256

Cyfrowa pamięć, obojętnie czy w postaci twardego dysku, czy płyty DVD, bazuje na odrębnych mechanizmach kodowania i odzyskiwania danych. Zapis i odczyt są różnymi procesami, zatem nie istnieje niebezpieczeństwo, iż odtworzenie filmu zapisanego w formacie cyfrowym zmieni jego fabułę. Inaczej ma się sprawa z mózgiem, w którym zapis i odczyt są wzajemnie powiązane, a akt przypominania zmienia treść wspomnienia.

Kiedy ofiara napaści ogląda zdjęcie domniemanego sprawcy, nie tylko przywołuje traumatyczne wydarzenie, lecz również miksuje je z podpowiedziami prokuratora, sugestiami rodziny i całym szeregiem nieistotnych faktów, które modyfikują treść pierwotnego przeżycia. Może zatem zaskakiwać, iż systemy sądowe cywilizowanych krajów ciągle bazują na wiarygodności zeznań naocznych świadków, skoro wiadomo, że ich fałszywe wspomnienia są normą, a nie wyjątkiem.
Badanie błędów pamięci autobiograficznej – której treść koncentruje się wokół osoby przywołującej wspomnienie – rozpoczęła w latach 70. XX wieku Elizabeth Loftus. W klasycznym już eksperymencie pokazała 200 studentom sekwencję 30 slajdów z wypadku samochodowego na skrzyżowaniu ulic. Wszyscy badani widzieli te same zdjęcia z jedną istotną różnicą: połowa widziała światło sygnalizacyjne koloru czerwonego, a połowa zielonego. Natychmiast po prezentacji slajdów studentom zadano kilka pytań dotyczących szczegółów, np.: „Jakiego koloru był samochód?”. Spośród zadanych pytań jedno było kluczowe, gdyż miało wprowadzić fałszywe wspomnienie do umysłu badanych: „Czy jeden samochód mijał drugi na czerwonym świetle?” – usłyszała część badanych, „Czy mijał, gdy światło było zielone?” – usłyszeli pozostali. Dwadzieścia minut po sesji pytań badani studenci zobaczyli parę slajdów i mieli rozstrzygnąć, który slajd z pary widzieli wcześniej. Kluczowa para różniła się oczywiście barwą światła sygnalizacyjnego. 
Kiedy kluczowe pytanie zawierało spójną informację (barwa pokrywała się z tą na zdjęciu), 75% prawidłowo rozpoznało slajd. Kiedy spójności nie było, zaledwie 41% wybrało slajd, który widziało w pierwotnej ekspozycji. Błędne pytanie nie tylko pogorszyło wiarygodność wspomnień, ale uczyniło odpowiedź gorszą od losowej. Fałszywa informacja o rzeczywistości podana w pytaniu „przebiła” samą rzeczywistość widzianą na zdjęciu. 
Ludzka pamięć podlega ciągłemu redagowaniu: cechy są dodawane, ujmowane, scalane i aktualizowane przez całe nasze życie. Czasami jednak fałszywe wspomnienia wykraczają poza zwykłe rekonfigurowanie tego, co już jest, i polegają na fabrykowaniu nowych śladów pamięciowych zupełnie od zera. Szczególnie dzieci są podatne na tego typu błędy pamięci autobiograficznej. W innym eksperymencie Elizabeth Loftus z lat 90. ubiegłego wieku dzieci w wieku od trzech do pięciu lat zostały poproszone, by pomyślały, czy doświadczyły pewnych zdarzeń. Dwa zdarzenia rzeczywiście wydarzyły się w świecie dzieci w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy (niespodziewane przyjęcie urodzinowe i wizyta w szpitalu w celu zdjęcia szwów), podczas gdy dwa inne z pewnością nie (podróż balonem i przecięcie dłoni pułapką na myszy połączone z jazdą do szpitala). Dzieci były pytane do dziesięciu razy w ciągu dziesięciu tygodni. Te zdarzenia, które naprawdę miały miejsce, były raportowane z dokładnością 90-procentową. Niemniej w 30% przypadków dziecko donosiło również o ­­­­­­­­doświadczaniu jednego zdarzenia fikcyjnego. W omawianym eksperymencie fałszywe wspomnienia były rezultatem silnej podatności dzieci na sugestie osób przeprowadzających eksperyment. W realnych sprawach sądowych – na przykład o molestowanie seksualne – sugestie policjantów i terapeutów mogą wywoływać analogiczny skutek. 
W dzisiejszym świecie jesteśmy potencjalnymi odbiorcami zdecydowanie większej ilości informacji niż może zakodować nasz mózg. Pamiętamy tylko niewielki ułamek twarzy i nazwisk osób, które spotykamy w swoim życiu. Niewykluczone, że ludzka pamięć – semantyczna (nazwiska) i autobiograficzna (życiowe epizody) – funkcjonuje w górnym przedziale własnych możliwości. Jak zmniejszanie ilości wolnego miejsca na twardym dysku spowalnia pracę komputera, tak słabnąca zdolność do zapamiętywania nowych faktów i zdarzeń może odzwierciedlać starzenie się mózgu wypełnianego coraz większą ilością napływających informacji. 
Jeśli kora mózgowa miałaby kiedy­kolwiek przypominać pustą kar­­­tkę papieru, to na pewno w po­­czątkowych miesiącach ży­cia czło­­wieka. Informacja w tak młodym mózgu kodowana byłaby dość niechlujnie, z dużą dawką nadmia­rowych powtórzeń: wielkie, wyboldowane litery na wielu stronach milionów komórek nerwowych. Później, kiedy pozostało coraz mniej niezapisanych neuronów, informacja jest kodowana zdecydowanie ekonomiczniej: gęsto i bez powtórzeń, małymi literami na marginesach pojedynczej kartki. Przy takiej formie zapisu ślady pamięciowe są bardziej podatne na przemodelowanie wraz z wiekiem, gdy mózg traci dużą liczbę komórek i połączeń. 
Taki scenariusz byłby zgodny z treścią prawa Ribota, które głosi, że najpierw zapominamy niedawne wspomnienia, a na końcu te najwcześniejsze. To zjawisko obserwuje się u pacjentów z chorobą Alzheimera, u których życie – rozumiane jako sekwencja wspomnień – ulega powolnemu wymazaniu w odwrotnym kierunku. Najpierw zapominane są nazwiska wnuków, potem dzieci, a na końcu małżonka i rodzeństwa. 

A więc jak zapamiętywać?

To, co zostaje w pamięci lub z niej ulatnia się, zależy w dużym stopniu od kontekstu, znaczenia i uwagi człowieka. Większość z nas pamięta, gdzie byliśmy wówczas, gdy dotarły do nas szokujące wiadomości, jak te o ataku terrorystycznym na Nowy Jork albo katastrofie prezydenckiego samolotu. Doniosłe lub zagrażające wydarzenia, podobnie jak te, które przyciągają naszą uwagę i rozbudzają pasję, mają uprzywilejowany dostęp do naszej pamięci. Adrenalina wydzielana w chwilach pobudzenia przyczynia się do ukształtowania trwałych „fotograficznych wspomnień” (flashbulb memories). Takie mechanizmy gwarantują nam, że wydarzenia ważne pozostawią swój ślad w naszych umysłach, a informacyjny szum tła pozostanie niezarejestrowany. 
Celem ludzkiej pamięci nie jest zatem zapamiętywanie wszelkiej informacji, lecz organizowanie jej w sposób, który będzie użyteczny dla rozumienia i przewidywania zdarzeń wokół nas. Jak ujął to czołowy badacz problemu, Daniel Schacter z Harvard University: „Informacja o przeszłości jest użyteczna tylko w takim stopniu, w jakim pozwala przewidywać zdarzenia w przyszłości”. Z pewnością istnieć musi jakiś kompromis między dużymi ilościami zakodowanej informacji, a sposobami jej efektywnej organizacji przekładającej się na szybkie jej użycie. 
Kompromis między ilością informacji a jakością jej wykorzystania dobrze ilustrują sawanci, czyli upośledzeni geniusze. Niektórzy spośród nich cechują się niezwykłymi zdolnościami zapamiętywania kolosalnych ilości informacji – całych bibliotek – przy jednoczesnej niezdolności do abstrakcyjnego myślenia, rozumienia analogii czy angażowania się w standardowe społeczne interakcje. Ich oryginalne medyczne określenie „uczony głupiec” (idiota-sawant) pokazuje, że istnieje cena za posiadanie takich nieprzeciętnych talentów. 
Kompromis między jednymi a innymi uzdolnieniami poznawczymi jest następstwem ewolucyjnej historii ludzkich mózgów. Do rozwiązania pewnych zadań poznawczych mózgi są dobrze przystosowane, do rozwiązania innych – beznadziejnie źle. Ludzie zapytani o to, co chcieliby poprawić w swoim myśleniu, wymieniają zadania, z którymi ich umysł sobie słabo radzi. Jednym z nich jest zapamiętywanie nazwisk. ­Narzekanie jednak na złą pam...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Horyzonty Anglistyki"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy