Dołącz do czytelników
Brak wyników

Temat numeru

14 października 2022

NR 31 (Październik 2022)

Wszystkiego relacyjnego w nowym roku szkolnym, czyli re(we)lacyjna triada: uczeń – rodzic – nauczyciel

0 53

Kto mnie zna, ten wie, że jestem fanką budowania relacji i kładę na to ogromny nacisk w życiu zarówno zawodowym, jak i prywatnym. Wielu nauczycieli w rozmowie ze mną przyznaje, że czasami, z różnych przyczyn, trudno jest im budować relacje z uczniami, a już zwłaszcza z ich rodzicami. Szczerze? W moim wypadku jest zupełnie odwrotnie – najłatwiej jest mi budować relacje właśnie z uczniami i ich rodzicami, a chyba najtrudniej z innymi nauczycielami. Poniżej przedstawię moje sprawdzone sposoby na budowanie relacji i, mam nadzieję, zachęcę do spojrzenia na uczniów i ich rodziców jak na sprzymierzeńców, a nie wrogów.

Pamiętajcie, że to, co sprawdza się u mnie, niekoniecznie musi sprawdzić się u Was, zaręczam jednak, że wszystko przetestowałam i sprawdza się od wielu lat.

POLECAMY

Zacznijmy od podstawowego pytania: po co właściwie budować te relacje? Czy nie łatwiej jest przyjść na ostatnią chwilę do pracy, wypełnić swoje obowiązki i równo z dzwonkiem pospiesznie wyjść do domu, ani chwili więcej nie poświęcając uczniom i ich rodzicom? Z pewnością jest to ta mniej wymagająca, ale jakże kusząca możliwość, i, niestety, muszę przyznać, że w niektórych wypadkach to chleb powszedni nauczycieli.

 

 

Dlaczego tak cenię relacje i dbam o nie? Odpowiedź jest prosta. W tych jakże trudnych dla nauczycieli i uczniów czasach dzięki nim jest mi zwyczajnie łatwiej na co dzień. Jestem, tak przynajmniej wynika z rozmów, jedną z niewielu osób pracujących w szkole, które naprawdę z mniejszą lub większą radością (raczej z większą, chociaż przyznaję się bez bicia, że to zależy od dnia) idą do pracy, choć na moim nauczycielskim poletku też wcale nie jest mi łatwo. To, że mogę spędzić kilka godzin w towarzystwie interesujących młodych ludzi, którzy uśmiechają się do mnie, machają do mnie i chcą pogadać ze mną czasami na naprawdę poważne, a czasami na zupełnie błahe tematy, to, że mogę i chcę dawać im wiele od siebie, ale jednocześnie czerpać również wiele od nich, sprawia, że jest mi zwyczajnie lżej na duszy. Mnie, ale im też. Skąd to wiem? Bo moi uczniowie mówią mi (albo swoim rodzicom lub rówieśnikom) o tym.

Zacznijmy zatem od uczniów

Wychowawstwo to dla mnie każdorazowo wyzwanie, które jednak podejmuję z ciekawością i nie migam się od niego. Zgadzam się, że chociaż ilość dokumentacyjnej roboty może różnić się między szkołami, to summa summarum jest tych wszystkich zgód, kwestionariuszy, formularzy, wniosków zdecydowanie za dużo. W tym roku po raz kolejny przejęłam wychowawstwo i od początku ciężko pracuję na to, aby zachęcić moje klasowe dzieci do wzajemnej współpracy, szanowania się, wspierania się, pomagania sobie, a nie do lubienia się na siłę, bo jest to niemożliwe. Naprawdę lubicie wszystkich nauczycieli pracujących z Wami w szkole? Bo ja nie, ale nawet tym, z którymi nie jest mi specjalnie po drodze, nie odmówię pomocy, jeśli są w potrzebie. Traktuję wszystkich uczniów tak, jak chciałabym, aby traktowany był przez nauczycieli mój syn, który rok temu, we wrześniu, rozpoczął swoją edukację w jednej z łódzkich szkół podstawowych. Chcę, aby Wojtek był traktowany przez nauczycieli z szacunkiem, ze zrozumieniem, aby czuł, że uczące go osoby nie są w szkole za karę, tylko lubią swoją pracę i kontakt z dziećmi czy młodzieżą, aby obserwował dorosłych, którzy nie próbują zarządzać jego strachem, ale wspierają go w kształtowaniu jego autonomii i stawiają na naturalne konsekwencje, takich, którzy wzmacniają mnie i mojego męża, jako rodziców Wojtka, w wychowywaniu Wojtka, pokazywaniu i objaśnianiu mu świata oraz stawiających jemu adekwatne wymagania, lecz pamiętających również o tym, żeby stawiać wysoko poprzeczkę sobie (sic!). Właśnie takim nauczycielem staram się być. Szkoła bywa opresyjna nie tylko dla nauczycieli, ale także dla uczniów, i bardzo często to właśnie my, nauczyciele, dokładamy do tej opresyjności swoją cegiełkę.

Pragnę zaznaczyć, że to nie jest tak, że dotychczas pracowałam w szkołach, które do swoich murów zapraszały tylko mocno wyselekcjonowaną klientelę – moje główne (chociaż niejedyne) miejsca pracy to, jak do tej pory, państwowa szkoła podstawowa i państwowe liceum ogólnokształcące. Mimo że pracuję z uczniami pochodzącymi z różnych środowisk, szczycę się tym, że udaje mi się budować z nimi relacje, co sprawia, że łatwiej nam się pracuje, chociaż wśród moich wychowanków wcale nie znajdują się sami entuzjaści nauki języka angielskiego.

Stawiam na uśmiech, mówię uczniom, że cieszę się, że ich uczę, i otwarcie przyznaję, że nie jestem tu dlatego, że nigdzie indziej nie dostałam pracy, tylko zwyczajnie chcę tutaj być. Moje widoczne pozytywne podejście do pracy z nimi też pomaga nam w budowaniu więzi. 

Stawiam na załatwianie spraw tu i teraz, więc jeśli jakieś zachowanie ucznia uważam za nieodpowiednie, to nie mam oporów, aby z nim o tym porozmawiać – nie na forum, ale indywidualnie, bo na forum, chcąc nie chcąc, musi trzymać gardę, wszak otaczają go rówieśnicy, a w rozmowie indywidualnej często się okazuje, że za jego zachowaniem kryje się jakaś niezaspokojona potrzeba (i tak jest najczęściej!).

Nie izoluję się od moich uczniów, co nie oznacza, że jestem dla nich dostępna dwadzieścia cztery godziny na dobę. Z każdą klasą mam założoną grupę na Messengerze, w ramach której przesyłamy sobie różne informacje (ostatnio głównie linki do ciekawych filmików czy artykułów o tym, co obecnie dzieje się w Wielkiej Brytanii za sprawą śmierci królowej Elżbiety II). I chociaż spotykam się z nauczycielami, którzy sarkają i przewracają oczami na wieść o moich grupach messengerowych, to ich używanie jest dla mnie dużo wygodniejsze i szybsze niż logowanie się do dziennika elektronicznego. Dzieciaki wiedzą, że jak nie mogę, to nie odpisuję na wiadomości – i to działa oczywiście w obie strony. Pytam uczniów o zdanie i ustalam zasady wspólnie z nimi, jednocześnie sama pamiętając o ich przestrzeganiu i oczekując od uczniów tego samego – o ile łatwiej jest przestrzegać tych zasad, które wspólnie się stworzyło. Z moich obserwacji wynika, że uczniowie często sami sobie zwracają uwagę, jeśli ktoś zachowuje się nie w porządku, i sami mobilizują się do działania, a także, mówiąc kolokwialnie, przyjmują na klatę naturalne konsekwencje swoich czynów. Nie zarządzam ich strachem i pokazuję, że to nie ja rozdaję medale czy kuksańce, ale to ich działania bardzo często generują bieg wydarzeń. Nie mam potrzeby, aby uczniowie bali się mnie czy moich lekcji. Dużo z nimi rozmawiam – przed lekcjami, w czasie lekcji, po lekcjach – i staramy się wspólnie znaleźć rozwiązanie problemów.

Jestem elastyczna i rozumiem, że czasami zdarzają się w życiu różne sytuacje, zarówno mnie, jak i im. Potrafię umówić się z uczniem na inny termin napisania testu, niż robi to jego klasa. Uczniowie wiedzą, że jest taka możliwość, ale nie nadużywają tego, ja zaś na co dzień pamiętam, że jestem najpierw człowiekiem, a później nauczycielem.

Nie oceniam, nie moralizuję, nie wyśmiewam. Wyznaję zasadę, że każdy wiek ma swoje prawa i oni też muszą na własnej skórze przekonać się o różnych rzeczach. Chętniej przyjmuję zaproszenie do ich świata, niż barykaduję się w swoim, co nie znaczy, że przymykam oczy na brak wychowania czy zwyczajne chamstwo. Nie jestem bratem łatą i pamiętam, że w tej relacji to ja jestem osobą dorosłą, ale – powtórzę – swojego autorytetu nie buduję na ich strachu. Bo chyba nikt nie lubi się bać, prawda?

Bawię się z nimi i żartuję z nimi, a nie z nich. Moje zajęcia to rzadko krzesło – ławka, a częściej przesiadywanie w kręgu (tak, gramatykę angielską jak najbardziej można zgłębiać, nie siedząc w ławkach! Spróbujcie!). Czasami śmiejemy się tak głośno, że osoby przechodzące obok mojej sali (pracuję często przy otwartych drzwiach) zaglądają zaskoczone. Podczas zajęć wykorzystuję rozmaite gry czy zabawy, dzięki którym uczniowie zdobywają wiedzę i umiejętności w nietradycyjny i niesztampowy sposób.

Angażuję się w dodatkowe obowiązki, takie jak bycie opiekunem samorządu uczniowskiego czy organizowanie wycieczek dla całej szkoły, a nie tylko dla klasy, której jestem wychowawcą, oraz spędzam z nimi czas poza szkołą – na wspomnianych już wycieczkach krajowych i zagranicznych, wyjściach, np. do kina, teatru, żebyśmy mieli okazję poznać się od tej strony nieszkolnej i jeszcze bardziej zobaczyć w sobie człowieka, a nie tylko nauczyciela czy ucznia.

Bez uczniów nie byłoby ich rodziców

Na zebraniu mówię rodzicom, że cieszę się, że jestem wychowawczynią ich dzieci i że nie jestem tu za karę, tylko dlatego, że chcę tutaj być. Pytam, jak się czują w związku z tym, że ich dzieci są już licealistami i jakie mają oczekiwania wobec nowej szkoły. Podaję swój numer telefonu (o, już słyszę te gromy padające z Waszych ust, że jak można podawać swój prywatny numer telefonu! Otóż można!), z zastrzeżeniem, że dzwonimy do siebie w takich sprawach, które trzeba załatwić telefonicznie, co nie obejmuje usprawiedliwiania nieobecności, informowania, że dziecka w danym dniu nie będzie i tym podobne. Sama zadzwoniłam dzisiaj do jednej z mam, żeby przegadać z nią moje niepokoje co do zachowania jej córki. Wierzcie mi lub nie, ale nie pamiętam sytuacji, w której musiałam jakoś mocno szurnąć rodzica, który nadużywał kontaktu telefonicznego, a pracuję jako nauczyciel już naprawdę długo.

 

Pamiętajcie, że mój bzik budowania relacji nie oznacza, że z uporem maniaka i na siłę wchodzę w relacje ze wszystkimi uczniami i wszyscy uczniowie jedzą mi z ręki – z jednymi mam silniejsze, a z innymi słabsze więzi, lecz zdecydowanie dostrzegam, doceniam i pielęgnuję to, co udaje nam się wspólnie stworzyć i wypracować.

 

Z rodzicami rozmawiam otwarcie i chociaż zdarzają się sytuacje trudne, to zawsze staram się szukać rozwiązań, nie zostawiam rodzica bez pomocy, jednocześnie stawiając granice: rodziców krzykaczy czy zwyczajnie niekulturalnych wypraszam ze spotkania, z...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Horyzonty Anglistyki"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy