Dołącz do czytelników
Brak wyników

Uniqueskills

22 października 2020

NR 19 (Październik 2020)

Rola błędu w edukacji, czyli jak oswoić porażkę

27

Czy zwróciliście kiedykolwiek uwagę na to, że system edukacji w naszym kraju zachęca nauczycieli do podkreślania i piętnowania błędów oraz uczenia uczniów bezradności tudzież strachu przed porażką? I to na wielu płaszczyznach! Niewielu nauczycieli płynie pod prąd i odczarowuje błędy w edukacji, przyznając im ważką rolę nie tylko dydaktyczną, ale również wychowawczą, a ci, którzy to robią, są nierzadko obiektem drwin i nieprzychylnych komentarzy w swoim miejscu pracy. Skąd to wiem? Doświadczyłam tego na własnej skórze w pokoju nauczycielskim.

Wiem, że wśród was jest wielu pedagogów czy przedmiotowców, którzy przestali demonizować błędy, a wręcz zaprzyjaźnili się z nimi i krzewią tę przyjaźń wśród uczniów. Chylę przed Wami czoła, bo sama wiem, jak ciężko jest to robić w polskim systemie edukacyjnym, gdzie błąd oznacza niższą ocenę ze sprawdzianu, słabsze wyniki egzaminu, ujemne punkty z zachowania, miejsce w szkole plasującej się poza rankingowym podium. Wiem też, że istnieje spora grupa tych, którzy zamiast podkreślać mocne strony pracy swoich uczniów, a błędy traktować jako naturalny etap przyswajania nowych umiejętności i przede wszystkim dać uczniom prawo do nich, wciąż za cel swojej pracy stawiają sobie bezwzględną walkę z błędami – walkę na śmierć i życie. Często robią to w dobrej wierze – chcą za wszelką cenę ustrzec uczniów przed niepowodzeniem. Tylko czy o to w życiu chodzi?

Uczymy się na błędach. Któż z nas nie zna tego powiedzenia? Wypowiadamy je często i chętnie. Pod warunkiem że owe błędy dotyczą nas, a nie naszych uczniów! Tym ostatnim rzadko przyznajemy prawo do popełniania błędów, ponoszenia odpowiedzialności za podjęte działania czy decyzje, wyciągania wniosków. Oczekujemy od nich perfekcji, gdy jednocześnie sami nie jesteśmy perfekcyjni.
Chciałabym w tym artykule podzielić się z Wami swoimi sposobami na zdejmowanie klątwy z błędów. Niektóre mogą być nieco wywrotowe, ale taka właśnie jestem – płynę pod prąd i jednocześnie nie zapominam o bezpieczeństwie, zarówno psychicznym, jak i fizycznym moich uczniów i swoim własnym, bo bezpieczeństwo jest dla mnie priorytetem! Sposoby, które na co dzień wykorzystuję w swojej pracy i które spotykają się z entuzjastycznymi reakcjami moich uczniów i ich rodziców, nie wzięły się znikąd. Są przede wszystkim oparte na moich obserwacjach, przemyśleniach i niezliczonych godzinach rozmów z uczniami i ich rodzicami, a także nauczycielami, którym, tak jak mnie, przeszkadza piętnowanie błędów. Uwierzcie, że zrozumienie tego, że w błędzie tkwi moc i tylko od nas zależy, jak ją wykorzystamy, nie przyszło do mnie z dnia na dzień.

POLECAMY

Jak więc oswajam uczniów z porażką?

  • Pozwalam im popełniać błędy i nie unikam trudnych sytuacji powodujących napięcie czy dyskomfort, bo w życiu nie da się od nich uciec. To nie tak, że celowo organizuję trudne sytuacje. Nie muszę tego robić, pracując w szkole, bo przecież szkoła to nic innego, jak takie pole do eksperymentów. Zawsze i wszędzie do znudzenia powtarzam sobie, uczniom i ich rodzicom, że błędy są nieodłącznym elementem rozwoju człowieka! Bez błędów się nie rozwijamy! Pytanie, co chcemy z nimi zrobić. Uczniowie często kiwają z niedowierzaniem głowami i mówią, że nauczyciele przecież nigdy się nie mylą. Często uczniowie mówią to z ironią, dając mi do zrozumienia, że na swojej drodze spotkali belfrów przekonanych o swojej nieomylności. Otóż tacy też się mylą, bo są przede wszystkim ludźmi.

    Przejmując nowe klasy, tak jak teraz w liceum, lwią część swojej pracy przeznaczam zatem na przepracowanie uczniowskiego lęku przed błędem i jego konsekwencjami. Bo uczniowie od samego początku swojego istnienia zazwyczaj słyszą, że błąd to coś złego. Czasem zajmuje mi to mniej czasu, czasem więcej. Czasem mam wsparcie w rodzicach i innych nauczycielach, a czasem nie mam. Ale walczę z przekonaniem, że musimy być perfekcyjni. Bo nie musimy. Pytanie, czy chcemy. A jeśli chcemy, to z czego to wynika? 
     
  • Do sprawdzania prac pisemnych używam każdego koloru... oprócz czerwonego! Dlaczego? Właśnie dlatego, że większość nauczycieli oznacza tym kolorem uczniowskie błędy. Wielu uczniów sygnalizowało mi, iż czerwony kolor jest dla nich kolorem piętnującym – im więcej go na pracy, tym niższa ocena. Ze sporym zdziwieniem przyjmowałam pytania: „Proszę pani, czy mogę podkreślić sobie te słowa w zeszycie na czerwono?”. Moi uczniowie mieli zakodowane, że kolor czerwony jest zarezerwowany dla nauczycieli. Ba! Wielu nauczycieli wręcz nie pozwalało im używać czerwonego koloru! Ja stworzyłam zasadę, że na moich zajęciach czerwony kolor jest zarezerwowany dla uczniów. Pamiętam, że kiedy powiedziałam koleżankom nauczycielkom o moim pomyśle, jedna z nich skwitowała drwiąco: „Bawisz się w metodę zielonego długopisu? Chce ci się? Szkoda czasu”. Tak. Chce mi się. Nie. Nie szkoda mi czasu.
     
  • Chociaż nie używam tylko i wyłącznie koloru zielonego (często na pracach króluje niebieski albo różowy), to w myśl metody zielonego długopisu rzeczywiście w pracach uczniów koncentruję się na ich sukcesach, a nie porażkach. I to właśnie te pierwsze zaznaczam! I tak, biorąc do ręki swoje prace, uczniowie przede wszystkim widzą to, co im się udało! A całą pracę i tak omawiamy wspólnie, więc wszyscy mają okazję poznać nie tylko prawidłowe odpowiedzi, ale przede wszystkim dowiedzieć się, dlaczego dana odpowiedź jest prawidłowa. Jedyny wyjątek w zaznaczaniu błędów stanowią prace egzaminacyjne – mam na myśli wypracowania. Te sprawdzam zgodnie z wytycznymi OKE, robiąc falki, kółeczka i tak dalej, czyli stosując przyjęte przez egzaminatorów oznaczenia. Każdą pracę omawiam indywidualnie z jego autorem, głośno mówiąc o tym, dlaczego ten rodzaj pracy ucznia sprawdzam w taki, a nie inny sposób, czyli po prostu powołuję się na procedurę egzaminacyjną. Co nie znaczy, że pomijam milczeniem wszystko to, co jest niekłamanym walorem danej pracy – nadal kładę na to nacisk.
     
  • Moi uczniowie są przyzwyczajeni do tego, że bardzo dużo konwersujemy w języku angielskim na przeróżne tematy. Podczas rozmów nie skupiam się tylko i wyłącznie na błędach i nie wypunktowuję ich uczniowi, strzelając nimi niczym z karabinu, ale skupiam się przede wszystkim na mocnych stronach wypowiedzi ustnej, wtrącając na przykład: „Your mum wantS you to be a doctor, right?” czy „You WERE there yestarday, correct?”. Moi uczniowie wiedzą, na co będę zwracała uwagę podczas klasowych egzaminów ustnych, bo informuję ich o tym wcześniej, a także pamiętają, że zawsze mogą wysłać mi swój speech przed egzaminem, a ja przeczytam go i nagram im wiadomość zwrotną na Messengerze, zwracając znów przede wszystkim uwagę na to, co jest in plus i nad czym mogą jeszcze popracować. Dacie wiarę, że właśnie teraz, gdy piszę wam o tym, moi licealiści wysyłają mi do przejrzenia swoje notatki, które zamierzają wykorzystać podczas przyszłotygodniowego egzaminu? I ze spokojem i ciekawością czekają na moją informację zwrotną. Bo wiedzą, że nikt nie będzie ich piętnować, a usłyszą zarówno o mocnych stronach swojej pracy, jak i o tym, co mogą jeszcze ulepszyć. Jeśli oczywiście będą chcieli to zrobić.
     
  • Dbam o atmosferę klasową. Zależy mi na tym, aby moi uczniowie czuli się ze sobą bezpiecznie, bo chociaż nie muszą się lubić, to szacunek jest u nas jak najbardziej wskazany i nie ma miejsca na wyszydzanie innych, a zwłaszcza tych, którzy popełniają błędy. Uczymy się tego, jak krytykować i jak przyjmować krytykę, a także tego, jak pomóc korygować błędy w przyjacielskiej atmosferze.
     
  • Zachęcam uczniów do podejmowania nowych wyzwań niezależnie od tego, czym one się dla nich zakończą. Wielu uczniów boi się spróbować czegoś nowego właśnie ze strachu przed porażką i że będą wytykani palcami jako ci, którzy popełnili błąd. Dzieciaki boją się opuścić swoją strefę komfortu i wypłynąć na szerokie wody, bo tam czeka na nich nieznane. Strach czy lęk przed porażką są tak silne, że hamują potrzebę rozwijania się i doświadczania czegoś nowego. I tutaj znowu pojawia się motyw relacji. Relacje, jakie dziecko ma ze swoimi rodzicami, nauczycielami, rówieśnikami czy innymi osobami ze swojego otoczenia, w dużym stopniu wpływają na jego motywację wewnętrzną i pomagają albo utrudniają oswojenie porażki. Dlatego dbajmy o nie!
     
  • Zebrania z rodzicami zawsze rozpoczynam od prośby o przyznanie dzieciom autonomii i zamknięcie parasola nadopiekuńczości. Dzieci w każdym wieku potrzebują granic i poczucia, że są bezpieczne i kochane, ale potrzebują także doświadczać porażek, bo budują na nich swoje kompetencje życiowe. Niepowodzenia kłócą się z rodzicielskim instynktem i potrzebą ochrony swojego potomstwa przed przeciwnościami losu, dlatego – sama będąc matką – po części rozumiem rodziców. Natomiast wiedząc, jaką krzywdę może zrobić zachowanie rodzica-helikoptera, nieustannie apeluję do nich, aby zamiast przywozić dz...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Horyzonty Anglistyki"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy