Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wywiad

28 maja 2018

NR 4 (Kwiecień 2018)

Rozmowa z prof. zw. dr hab. Katarzyną Dziubalską-Kołaczyk

0 202

Na temat nowych wyzwań dla nauczycieli języka angielskiego oraz znaczenia motywacji w codziennej pracy

Pani Profesor, język angielski jest wszechobecny, a materiałów do nauki jest naprawdę dużo. Czy również Pani ma wrażenie, że powoli giniemy w morzu różnorodnych opcji, z których możemy korzystać?

Z pewnością trudno jest zaproponować coś nowego, biorąc pod uwagę dostępność materiałów na YT czy w ogóle w internecie. Jeśli chodzi o nauczanie języka angielskiego, dostępnych materiałów jest rzeczywiście najwięcej. Często jednak, mimo przekonania że „w internecie jest wszystko”, decydujemy się zapłacić za sprawdzone treści, zamiast korzystać z powszechnie oferowanych zasobów. Inaczej jest, gdy dostępny materiał cieszy się marką osobistą autora, który jest ekspertem w swojej dziedzinie, znanym i cenionym, z bogatym dorobkiem i zapleczem. Natomiast z materiałami dostępnymi powszechnie bywa różnie… Podobnie wygląda sytuacja, gdy korzystamy z internetu na zajęciach. Przykładowo, kiedy szukam materiałów dla studentów, np. z dziedziny fonetyki, wówczas jestem w stanie ocenić, czy jest to wartościowy materiał, z jakiego źródła pochodzi itd. Dokonuję więc selekcji treści internetowych. Tym, z czego na pewno korzystam, są ilustracje, czyli materiały do niedawna rzadko dostępne. Trzeba było się natrudzić, aby zilustrować – przykładowo – wymawiany dźwięk czy wygląd artykulatorów. Współcześnie mamy bardzo dużo symulacji do wyboru.

W kwestii upowszechnienia języka angielskiego – z pewnością jest on wszędzie stosowany. Jest to wielka korzyść z jednej strony, ale jednocześnie rodzi się pytanie, czy przy nauce języka nie jest to trochę niebezpieczne. Na przykład, gdy okazuje się, że wymowa, z którą się spotykamy, nie jest poprawna. Upowszechnienie języka zawsze prowadzi do pewnych uproszczeń. To są z pewnością negatywne skutki – paradoksalnie angielski jest dla siebie wrogiem w wyniku upowszechnienia właśnie.

„Angielski jest prosty” – często stawia się taką tezę. Co Pani myśli na ten temat?

Moje zdanie jako językoznawcy na temat języków jest takie, że porównywanie ich pod względem trudności czy łatwości jest zupełnie bezzasadne. Języków na świecie jest około siedem tysięcy i różnią się one między sobą strukturalnie, ale każdy z nich służy temu samemu celowi – bezpośredniej komunikacji, wyrażeniu siebie i myśli. I dlatego, żeby określić łatwość czy trudność, należałoby zadać mnóstwo dodatkowych pytań, a wśród nich: „łatwy dla kogo?”.

Dla Polaka wydaje mi się, że angielski…

No tak, ale Polakowi prościej będzie nauczyć się rosyjskiego, czeskiego i innych języków słowiańskich. Dlaczego łatwiej miałby nauczyć się angielskiego? Zdecydowanie Niemcowi będzie prościej nauczyć się angielskiego, jeżeli już kierujemy się typologią językową. Ponieważ języki łączą się w grupy i tworzą rodziny, m.in. uzależnione położeniem geograficznym, np. języki słowiańskie, germańskie czy azjatyckie, to jaki język będzie trudny dla Chińczyka? Na pewno inny niż dla Polaka. Dlatego powiedzenie: „angielski jest łatwym językiem” nie ma sensu. Możemy jedynie wskazać, dla kogo będzie łatwiejszy i dlaczego. To jest jedna z odpowiedzi na postawione pytanie. A gdyby się głębiej zastanowić – relacja między ortografią a wymową w języku angielskim jest dość skomplikowana. Nie ma bezpośredniej korespondencji między literą i dźwiękiem. Ta sama litera może być przeróżnie odczytywana i odwrotnie. Język polski pod tym względem jest łatwiejszy, jeżeli koniecznie chcemy porównywać.

A co według Pani jest powodem, że angielski jest wszechobecny i ma takie znaczenie – jest tym lingua franca?

Jest to, można powiedzieć, przypadek historyczny, ponieważ nikt sobie przecież nie zaplanował, że to będzie język angielski. Jedno jest pewne – wraz z rozwojem cywilizacji ludzie coraz bardziej mieli ochotę na jakiś jeden kod porozumienia: lingua franca, dlatego były próby stworzenia takich systemów językowych. Możemy tutaj przywołać chociażby esperanto – język sztucznie stworzony w tym celu. Właśnie taka była jego funkcja – miał umożliwić ludziom porozumienie. Niekoniecznie się to udało, oczywiście są ludzie, którzy się esperanto uczą, jednak samo założenie się nie sprawdziło.

Chciałabym się w tym miejscu odnieść do opinii słynnego polskiego językoznawcy, Jana Baudouin’a de Courtenay, który w wykładzie w 1905 roku w Warszawie powiedział m.in., że języki, takie jak angielski, niemiecki czy francuski, nie mają szans zostać językami międzynarodowymi. Powoływał się na argumenty związane z tożsamością czy też złożonością wspomnianych języków. I mimo że był wybitnym językoznawcą, stworzył wiele ciekawych i ważnych dzieł, niestety w tej kwestii pomylił się. Wróćmy zatem do pytania: dlaczego właśnie angielski? Przypomnijmy sobie ekspansje Wielkiej Brytanii jako mocarstwa, czyli Imperium Brytyjskie – co już nam daje pewną odpowiedź. Na całym świecie dość nagle pojawił się angielski jako język imperatora. Niewątpliwie był to istotny czynnik w tym procesie. Dalej: industrializacja, rewolucja przemysłowa… Przyczyną rewolucji były innowacje w Wielkiej Brytanii obserwowane w przemyśle, technologii, w nauce, tworzone w ramach tego języka i dalej przekazywane. Kiedyś językiem nauki była łacina, później częściowo niemiecki i francuski, ale te języki ostatecznie nie upowszechniły się tak bardzo na świecie. W tej chwili ponad 90% prac naukowych powstaje w języku angielskim. I tak oto mamy już trzy duże przyczyny, w wyniku których angielski stał się tak popularny. 

Jeśli już jesteśmy przy badaniach naukowych, to Wydział Anglistyki również w tej sferze działa prężnie. Czym mogłaby się Pani Profesor pochwalić?

Teraz chwalę się kategorią A+, bo jest to dokładnie wynik naszych badań naukowych. Ewaluacja jednostek naukowych skoncentrowana jest na ocenie działalności naukowej. Mamy namacalny dowód na to, że jesteśmy w tym zakresie jednostką wiodącą. To właśnie poświadcza kategoria A+. Jako wydział działamy w podstawowych dwóch dziedzinach: w językoznawstwie i literaturoznawstwie. To są te dyscypliny, w których nasi pracownicy i studenci prowadzą badania naukowe. Do tego można jeszcze dołączyć kulturoznawstwo jako dziedzinę większą, która zawiera w sobie również badania z zakresu literatury. Jednym z ważnych dowodów naszej działalności naukowej są publikacje artykułów w cenionych czasopismach światowych oraz publikacje monografii. To, że jesteśmy anglistami, ułatwia nam sprawę, bo w innym języku nie funkcjonujemy. Kolejny rodzaj działalności to konferencje – udział w światowych konferencjach, wygłaszanie referatów, jak i organizowanie własnych konferencji, na których gościmy światowe autorytety z tych dwóch dyscyplin. Jesteśmy bardzo dobrym ośrodkiem międzynarodowej działalności konferencyjnej. To jest ta część działalności, którą nazywa się organizacją nauki. Polega na stworzeniu warunków naukowcom, aby mogli wymieniać myśli, dzielić się wiedzą. Trzecia forma działalności naukowej to są projekty, ubieganie się o ich finansowanie z grantów i to zarówno z Narodowego Centrum Nauki (NCN), jak i innych agencji polskich czy europejskich. I takich grantów odbywa się kilkadziesiąt na wydziale, gdzie aktywni są pracownicy ze wszystkich poziomów kariery naukowej, począwszy od doktorantów, aż po profesorów. Istnieją możliwości zakupu aparatury, przeprowadzenia badania, zakupu książki, wyjazdu na konferencję, publikacji artykułu w ramach tych funduszy. To również zachęca do działania w grupach, do pracy zespołowej. I tutaj dochodzę do czwartego punktu działalności naukowej – interdyscyplinarności. Nasze zespoły naukowe coraz częściej są interdyscyplinarne. Zatem językoznawcy, literaturoznawcy współpracują z przedstawicielami innych dyscyplin, czyli wychodzimy poza obszar anglistyki, poza językoznawstwo czy literaturoznawstwo i wkraczamy w inne dziedziny. Jako językoznawca najwięcej współpracuję z inżynierami, medykami, psychologami, dlatego, że bez nich nie jest możliwe właściwe prowadzenie działań empirycznych i badań eksperymentalnych. W naszych badaniach wykorzystujemy np. okulograf, który bada ruch gałki ocznej podczas czytania tekstu, czyli jak oko śledzi tekst, co robi, jak często się zatrzymuje. To jest badanie, które z jednej strony pokazuje, jak procesujemy język, ale jego wyniki są również wykorzystywane w takich dziedzinach jak reklama, np. gdy planuje się rozkład treści na ekranie, wówczas wyniki tego typu badań są bardzo istotne.

Możemy się też pochwalić badaniami elektroencefalograficznymi, czyli EEG mózgu, za pomocą których bada się aktywność mózgu w zakresie funkcji językowych. Z kolei badanie za pomocą rezonansu magnetycznego (tzw. obrazowanie mózgu) pozwala zbadać reakcje pewnych obszarów mózgu na konkretne zadania. Tutaj badamy zadania językowe i patrzymy, w którym obszarze mózgu pojawia się aktywność. Jesteśmy w stanie stwierdzić, które obszary mózgu są aktywne w trakcie wymawiania danego dźwięku czy tworzenia danej struktury gramatycznej. Zatem uzyskujemy nie tylko wiedzę na temat tego, gdzie funkcje i struktury języka się sytuują, oraz które obszary mózgu się uaktywniają w trakcie używania języka, ale dodatkowo widzimy możliwości zastosowania tej wiedzy choćby w medycynie, np. przy usuwaniu guzów mózgu. Nie chcemy usunąć ośrodków, które są odpowiedzialne za mowę, więc za pomocą testu możemy sprawdzić, gdzie się sytuują u pacjenta i w związku z tym oszczędzić te struktury, by operacja, poza usunięciem guza, nie zakończyła się równocześnie afazją u pacjenta. Jak widać, prowadzimy wiele badań, o których się anglistów nie posądza.

I tak płynnie przeszliśmy od angielskiego do medycyny.

Tak się właśnie dzieje w wielu dziedzinach. Podam przykład: kiedy używa Pani swojego telefonu, z pewnością a Pani funkcję dyktowania SMS – Pani mówi, a telefon pisze, czyli zamienia mowę na tekst (speech to text). Jest to przecież wynik nie tylko wiedzy informatycznej, lecz także wiedzy językoznawczej, wskazującej, z czego się ta mowa składa, jakie są jednostki, jak je odpowiednio zamienić na inne medium. I odwrotnie – możemy mówić do naszego telefonu i on z nami rozmawia, czyli rozpoznaje mowę, jest w stanie udzielić odpowiedzi. To nie tylko wiedza z zakresu informatyki szeroko pojętej, ale też wiedza o języku, czyli kolejny przykład szerokiego wykorzystania naszej wiedzy jako anglistów. Wydawać by się mogło, że Wydział Anglistyki zajmuje się wyłącznie językiem jako takim, jednak jak się okazuje, język to dopiero początek.

Co jeszcze wyróżnia poznański Wydział Anglistyki poza działalnością badawczą?

Niewątpliwie wysoki poziom nauczania języka angielskiego, z którego słyną nasi absolwenci. Jestem po spotkaniu z Radą Pracodawców i okazuje się, że nasi absolwenci są naprawdę mile widziani na rynku pracy i są doceniani ze względu na swoją doskonałą znajomość języka i swego rodzaju elastyczność, otwartość umysłu i umiejętność uczenia się nowych rzeczy. Dbamy o jakość, mamy cały komponent PNJA, czyli Praktyczną Naukę Języka Angielskiego. Każdy student na każdym roku przechodzi dziesiątki godzin nauki fonetyki, wymowy, gramatyki, konwersacji, pisania tekstów. Można się zastanawiać, czy jest taka potrzeba, skoro język jest tak powszechny i skoro się upraszcza. Jednak w naszym przekonaniu nie jest to szkoła językowa dla biznesmena czy lekarza, ale filologia– fileo logos, czyli „kocham słowo”. Jesteśmy nastawieni na poznanie języka, badanie go i posługiwanie się nim, czyli to my powinniśmy być w tym zakresie doskonali. Nie wymagamy przecież tej doskonałości od innych osób posługujących się językiem, natomiast to my mamy dawać wzorce językowe. Żeby zapewnić jakość, musimy nadążać za zmianami. Język się zmienia, zatem nie można uczyć tego samego PNJA, które było aktualne 20 czy 30 lat temu. Musimy iść z duchem czasu, obserwować, jak w tej chwili angielski jest stosowany, jakie rodzaje zmian zaszły i dostosowywać się. Wszystko to należy wziąć pod uwagę. Nastawienie na jakość języka nadal się opłaca 
i jest to zauważane. Z drugiej strony, trudniej jest tę jakość utrzymać od czasu, kiedy studia zostały rozdzielone na licencjackie i magisterskie, nie możemy zapewnić tego cyklu pięciu lat nauczania języka, ponieważ możemy mieć kandydatów studiów magisterskich takich, którzy nie wyszli spod naszych skrzydeł… Czasem jest tak, że choć są znakomici merytorycznie, to językowo już niekoniecznie. I wtedy przez te dwa lata studiów magisterskich jest nam trudniej. Niewątpliwie szczycimy się poziomem nauki angielskiego, nastawiamy się na nauczanie standardowej wymowy. Student ma do wyboru wymowę brytyjską lub amerykańską. Sam decyduje, jakim akcentem chce mówić. Nadal twierdzę, że uczenie standardów jest jedynym wyjściem, wobec setek istniejących dialektów i odmian języka angielskiego. 

Mam takie poczucie, że jeszcze 20 lat temu kończyło się filologię angielską i najczęściej zostawało się nauczycielem. Teraz nauczyciel w szkole publicznej nie jest już tak pożądanym zawodem. Jakie wobec tego ścieżki zawodowe wybierają absolwenci?

Słusznie Pani zauważyła – absolwent nie ma jedynie perspektywy pracy jako nauczyciel języka angielskiego. Profil absolwenta się zmienił, dlatego i my jako wydział musieliśmy się dostosować, tworząc specjalności i specjalizacje, aktualnie nie każdy student wybiera specjalizację nauczycielską. Może być na tzw. specjalności akademickiej i wtedy ma otwartą drogę do innych działań, np. do działalności naukowej. Dalej są tłumacze, zarówno tekstów pisanych albo też tłumacze konferencyjni, czyli tłumacze słowa mówionego (symultaniczni i konsekutywni). Następnie są kombinacje tych umiejętności anglistycznych, m.in. z informatycznymi. Jest ogromne zapotrzebowanie na takie właśnie osoby, które jednocześnie mają opanowany warsztat języka, wiedzę o języku, ale też computer skills. Chodzi o technologie przetwarzania języka mniej lub bardziej zaawansowane. Osoby z umiejętnościami 
w zakresie technologii są mile widziane na rynku pracy niemal wszędzie. Osoba z takimi kwalifikacjami ma szerokie możliwości – może pracować w księgowości, a także w zakresie informatyki. Wielu absolwentów z takimi predyspozycjami pracuje w firmach, które zajmują się tworzeniem materiałów dydaktycznych różnego typu, np. gier komputerowych, ale także w firmach, które zajmują się logistyką i komunikacją, lub w wydawnictwach. To są wszystkie zawody związane z mediacją – z jednej strony, a z drugiej – z tekstem. Tych możliwości jest dużo. Mając wiedzę o rynku pracy, uruchamiamy nowe kierunki. Kreujemy profil uniwersalnego absolwenta. Stworzyliśmy też specjalność związaną...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Horyzonty Anglistyki"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy