Dołącz do czytelników
Brak wyników

Uniqueskills

28 maja 2018

NR 4 (Kwiecień 2018)

Dyscyplina nie, budowanie relacji tak!

0 232

Słowo „dyscyplina” przyprawia mnie o dreszcze. Kojarzy mi się z zabijaniem indywidualności. Z szeregiem pustych twarzy, które wszystko robią tak samo, na akord i na dodatek bezrefleksyjnie. Ze strachem. Z dychotomią ja – oni. Z liczeniem 1–2–3! 1–2–3! Co w takim razie w zamian?

Często słyszę opinie, że utrzymanie dyscypliny jest jedną z ważnych umiejętności zawodu nauczyciela. Nic bardziej mylnego! Sądzę,iż dużo ważniejszą umiejętnością, aczkolwiek często niedocenianą, jest umiejętność budowania relacji z uczniem, czyli wyjścia poza swoją strefę komfortu i zejścia z piedestału, na który wielu nauczycieli ochoczo wskakuje, i którego kurczowo się trzyma przez całe swoje szkolne życie.

Nie jestem przeciwna zasadom i kontraktom klasowym, gdyż mocno wierzę w to, że jeśli znamy obowiązujące reguły, to czujemy się bezpiecznie. Pod warunkiem oczywiście, że mamy wpływ na ich tworzenie, rozumiemy ich zasadność i czujemy, że są dla nas, a nie przeciwko nam. Jak podaje Albert Bandura w swojej teorii o własnej skuteczności, okazuje się, że wyższe poczucie własnej skuteczności zwiększa motywację do działania i wiąże się z lepszymi osiągnięciami jednostki – identyfikujemy się z tym, na co mamy wpływ.

Jako uczeń buntowałam się przeciwko nauczycielom, którzy narzucali mi swoje zasady i oczekiwali, że bezrefleksyjnie poddam się ich woli, poleceniom i wymogom. Dzisiaj sama, będąc nauczycielem, buntuję się przeciwko koleżankom i kolegom nauczycielom, którzy w słowie „nauczyciel” zawierają wymuszone poddaństwo. Co więcej, buntuję się przeciw uczniom, którzy boją się wyrażać swoje zdanie, bo przecież „nauczyciel zawsze ma rację”.

Stawiam na współpracę, nawiązywanie relacji, szczerość i kulturę osobistą dwóch stron. Nie odgradzam się murem. Nie mówię – „ja i oni”, tylko – „my”. Widzę człowieka, który jest akurat moim uczniem. Pytam: „A co Ty o tym sądzisz?”, „Jakie jest Twoje zdanie?”, „Co o tym myślisz?”.

Chciałabym podzielić się moimi przemyśleniami na temat nawiązywania relacji z uczniem jako alternatywy dla dyscypliny w rozumieniu ślepego wypełniania poleceń i budowania autorytetu na podwalinach strachu i przemocy – czy to fizycznej, czy psychicznej.

Nawiązywanie relacji, czyli co?

Nawiązywanie relacji z uczniem nie polega na byciu kolegą, ale też nie oznacza przyjmowania na siebie roli wodza. Trzeba umieć to wypośrodkować, a to trudne zadanie. Chciałabym podać kilka pomysłów, które mają działanie długofalowe, już sprawdziły się i nadal sprawdzają się w mojej praktyce nauczycielskiej.

A gdy to nie działa?

Prawda jest taka, że mogę dysponować ogromnym wachlarzem pomysłów, ale będzie tak, że mimo moich wysiłków nie uda mi się dotrzeć do wszystkich uczniów. Z różnych względów. Co wtedy? Rozmawiam z zaufanymi osobami. Może one mają jakiś pomysł? Biorę udział w szkoleniach z nawiązywania relacji. Może dowiem się czegoś nowego? Zapraszam rodziców na spotkanie. Może oni mi coś podpowiedzą i doradzą? Wszak są ekspertami od swojego dziecka! A jeśli to nie działa? Daję jemu i sobie czas. Nie frustruję się i nie zadręczam. Przecież nie z każdym każdemu jest po drodze. Przyglądam się sobie. Przyglądam się jemu. Nic na siłę. Ale jeśli widzę, że problemy ucznia wymagają bardziej specjalistycznego podejścia, np. uczestnictwa w psychoterapii, to nie waham się przekazywać swoich spostrzeżeń jego rodzicom/opiekunom prawnym. Ja nie muszę wszystkiego wiedzieć, a w szkole, w której pracuję, pełnię określoną funkcję, więc sugeruję poszukanie pomocy na zewnątrz.

Kilka wskazówek:

!

Ważne jest wspólne ustalanie zasad obowiązujących w grupie – z małymi uczniami może to być rozmowa w kółku pod hasłem: „Jak myślicie, co możemy wspólnie zrobić, żeby nam się dobrze razem pracowało?”. Starsze dzieciaki, bardziej obyte z sytuacją szkolną, będą czuć, co pomaga, a co przeszkadza im w środowisku klasowym i chętnie podzielą się swoimi spostrzeżeniami i przemyśleniami. Daje nam to doskonały punkt odniesienia w razie wystąpienia jakiś późniejszych sytuacji problematycznych, bo uczniowie chętnie odwołują się do ustalonych reguł, skoro byli ich współtwórcami, więc siłą rzeczy oczekują od innych (a inni od nich) przestrzegania wspólnie podjętych postanowień. Kontrakt klasowy nie jest założeniem przysłowiowego kagańca, ale zaspokojeniem potrzeby wyznaczenia swoich i cudzych granic. Każdy chce wiedzieć, w jakich ramach może się poruszać i nie ma w tym niczego złego.

!

W grupie nie da się uniknąć spięć – w jej skład wchodzą osoby z różnych środowisk, z różnymi doświadczeniami, przekonaniami, osobowościami i charakterami. Również sytuacja lekcyjna często wyzwala różne emocje i zachowania, które zawsze z czegoś wynikają. Gdy uczeń „rozwala” mi zajęcia i czuję, że doszłam do ściany, działam od razu – proszę, żeby wyszedł ze mną przed salę i pytam, co się dzieje i jak mogę mu pomóc. Nazywam swoje uczucia, odnosząc się do jego konkretnego zachowania, np. „Jest mi przykro, kiedy komentujesz każde moje słowo”. Jestem szczera w tym, co mówię. Nie konfrontuję się z nim na forum, gdyż w ten sposób niczego nie załatwię. Uczeń skupi się na tym, aby nie stracić twarzy przed kolegami i sytuacja może wymknąć się spod kontroli.

!

Dobrym rozwiązaniem, które także wykorzystuję, jest napisanie krótkiego zdania na kartce, np. „Jest mi przykro, kiedy komentujesz każde moje słowo”, „Co się dzieje?”, „Zostań proszę po lekcji, chcę z Tobą porozmawiać” i położenie jej przed uczniem na ławce.

!

Mam gorszy dzień? Mówię o tym! Bo ja też jestem człowiekiem i chcę, aby moi uczniowie o tym pamiętali.

!

W swojej pracy stosuję gadżet nazwany przeze mnie Zeszytem Przemyśleń. To zwykły zeszyt w kratkę, który posiada niezwy...

Pozostałe 70% treści dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.

Co zyskasz, kupując prenumeratę?
  • 6 wydań magazynu "Horyzonty Anglistyki"
  • Dostęp do wszystkich archiwalnych artykułów w wersji online
  • Możliwość pobrania materiałów dodatkowych
  • ...i wiele więcej!
Sprawdź

Przypisy