Dołącz do czytelników
Brak wyników

Jak budować dobre relacje z uczniem?

Artykuły z czasopisma | 22 grudnia 2017 | NR 2
84

Człowiek z natury jest istotą społeczną. Gdy próbujemy osiągnąć ważne dla nas cele, potrzebujemy wsparcia innych osób: bliskich, przyjaciół, znajomych, kolegów z pracy. Jest tak na każdym etapie naszego życia. Dziecko nie rozwija się prawidłowo bez miłości rodziców, a uczeń nie wykazuje postępów w nauce bez zachęty ze strony nauczyciela. Słowem, każdy z nas, realizując własne plany, zmuszony jest zaprosić do współpracy drugiego człowieka. Jak to zrobić?

Strategia jednostronnych ustępstw

Teoria i praktyka pokazują, że drugiego człowieka można zaprosić do współpracy na dwa sposoby. Pierwszy z nich – nazwijmy go mało cywilizowanym – polega na tym, że na kompromis idzie wyłącznie strona słabsza: uczeń, a nie nauczyciel, student, a nie wykładowca, dziecko, a nie rodzic. Czy relacje tego rodzaju wydają się nam znajome? Oczywiście. Nieraz byliśmy świadkiem, kiedy jedna osoba zmusiła do czegoś drugą. Czy ludzie mają ochotę tak właśnie postępować? Oczywiście. Przecież nie dają wówczas od siebie nic. Czy jest to dobry pomysł na budowanie relacji z innymi ludźmi? Raczej nie. Istnieją trzy powody, dla których strategia jednostronnych ustępstw nie buduje trwałej platformy porozumienia. Pierwszy jest taki, że spotkania z drugim człowiekiem mają najczęściej charakter wielokrotny. Nauczyciel spotyka się regularnie z tymi samymi uczniami nawet kilka razy w tygodniu, korepetytor buduje własną markę, wykorzystując dobre opinie byłych uczniów, a szkoła językowa ma reputację najlepszej na podstawie rekomendacji swoich absolwentów. Sukces edukacyjny spotkań wielokrotnych wykorzystuje regułę wet za wet (ang. tit for tat), zgodnie z którą warto rozpocząć zajęcia od maksymalnie dobrej współpracy z uczniem. Należy także pamiętać, iż przebieg kolejnych zajęć zależy od wyniku ostatnich. Nauczając, skazani jesteśmy na to, by rozstać się w możliwie dobrych nastrojach. Co jednak, gdy mamy pewność, że nie spotkamy się z uczniem już więcej? Jak wówczas gdy mamy jednorazowe zastępstwo i z góry wiemy, że reguła wet za wet nie znajdzie zastosowania do tej konkretnej sytuacji. Przecież nie musimy się wówczas przejmować wpływem naszej lekcji na atmosferę kolejnych zajęć, gdyż ich nigdy nie będzie. Wydaje się, że są to idealne warunki do postawienia na swoim: forsujemy swoją wizję zajęć, nie przejmując się zbytnio informacją zwrotną, która – przy braku kontynuacji – trafia w próżnię. Okazuje się jednak, że i w takich sytuacjach gra „faul” nie popłaca. Każdy z nas ma zlokalizowany w obszarze bocznego bieguna czołowego mózgu zmysł moralny, który informuje nas, czy gramy fair, czy też nie. Ilekroć próbujemy osiągnąć cel kosztem innych osób, zmysł moralny aktywizuje się, 
a my nazywamy to wyrzutami sumienia. Wyrzuty sumienia same w sobie są czymś dobrym (przypominają nam, że postąpiliśmy źle), ale jeśli pojawiają się zbyt często, obniżają poczucie własnej wartości. Dysponując niskim poczuciem własnej wartości, nie jesteśmy w stanie ani zbudować siły przetargowej w rozmowach z uczniami, rodzicami i dyrekcją, ani być liderem na zajęciach. Co jednak gdy ludzie nie mają wyrzutów sumienia? Zmysł moralny, który nie aktywizuje się mimo bezwzględności podejmowanych działań, powinien zachęcać człowieka do bezkarności. Rzeczywiście tacy ludzie istnieją. W każdym jednak przypadku monolog na lekcji jest zawodną metodą budowania relacji z uczniem. Powód jest prozaiczny: liczba technik manipulacyjnych jest ograniczona, a każda z nich rozpoznana przez ucznia przestaje działać. Oznacza to, że człowiek bez wyrzutów sumienia jest skuteczny jedynie wówczas, gdy drugi człowiek jest nieświadomy jego przebiegłych szt...

Artykuł jest dostępny w całości dla zalogowanych użytkowników.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałow pokazowych.
Załóż konto Zaloguj się

Przypisy